Żadnych zarzutów nie usłyszały dwie osoby, które czerwoną farbą namalowały dwie gwiazdy i napis "KAT MORDERCA" na grobie Bolesława Bieruta na warszawskich Powązkach. 49-letnia Monika S. i 24-letni Janusz W. zostali tylko przesłuchani przez prokuraturę w charakterze świadków - dowiedzieli się dziennikarze RMF FM w warszawskiej Prokuraturze Okręgowej. Ta decyzja to efekt osobistej interwencji ministra sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro kazał zwolnić z aresztu zatrzymane osoby, bo - jego zdaniem - "ich zatrzymanie było niezasadne".
Jak donosi nasz reporter, część prawników jest zaskoczonych decyzją ministra, a część jest oburzonych. Na przykład zdaniem mecenasa Tadeusza Wolfowicza, ta decyzja odbiera samodzielność organom prowadzącym postępowanie - czyli konkretnej prokuraturze lub policji. Adwokat Daniel Więckowski przyznaje, że decyzja ministra trzyma się prawa, ale może wprowadzić chaos i osłabić zaufanie Polaków do policji i prokuratury.
Za znieważenie miejsca spoczynku - a za to mogli odpowiadać zatrzymani - grozi kara grzywny lub więzienia, nawet do dwóch lat.
Przypomnijmy, że wcześniej przed południem na stronach resortu sprawiedliwości ukazał się komunikat następującej treści:
Do zatrzymania dwójki młodych ludzi przez policję doszło wczoraj ok. 19:00 - niedługo po zakończeniu odbywających się na Powązkach uroczystości 72. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. To wtedy zauważono zniszczenia nagrobka Bolesława Bieruta. Przy 49-letniej Monice S. i 24-letnim Januszu W. znaleziono czerwony spray. Zatrzymani trafili do komendy rejonowej policji na Bielanach.
(mn)