Wacław Berczyński miał poświadczenie bezpieczeństwa wydane przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych - mówił dziennikarzom w Sejmie minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, pytany o doniesienia, że Berczyński był w przeszłości aresztowany. Wczoraj "Super Express" napisał, że Wacław Berczyński - były szef podkomisji badającej katastrofę smoleńską - 6 sierpnia 2004 r. trafił do aresztu w Filadelfii i wyszedł następnego dnia po wpłaceniu kaucji.


Nic z tego nie pamiętam. Ale z tego, co czytam, wynika, że obraziłem sąd i groziłem komuś. A na dodatek, że byłem terrorystą. Zważywszy na wysokość kaucji widocznie nie byłem aż taki groźny - powiedział Berczyński w rozmowie z "Super Expressem".

Pytany w Sejmie przez dziennikarzy o doniesienia "Super Expressu" szef MON powiedział, że Wacław Berczyński miał poświadczenie bezpieczeństwa wydane przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych.

Do 2012 r. miał przez cały czas poświadczenie bezpieczeństwa, które zapewniam jest wydawane w Stanach Zjednoczonych z nieporównanie większymi restrykcjami i z większą uwagą - powiedział Macierewicz.

Wiem na pewno, że Stany Zjednoczone i władze bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych poświadczały, że pan Berczyński jest osobą, która może zajmować się tajnymi informacjami i tajnymi sprawami - zaznaczył szef MON. Jak dodał, polskie władze potwierdzają i akceptują stanowisko Stanów Zjednoczonych w tej sprawie.

Macierewicz potwierdził również, że Berczyński nadal jest członkiem podkomisji zajmującej badaniem się katastrofy smoleńskiej. 

20 kwietnia szef MON przyjął rezygnację Berczyńskiego z kierowania podkomisją ds. zbadania katastrofy smoleńskiej. Wcześniej w kwietniu jeszcze jako szef podkomisji Berczyński w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" powiedział, że to on "wykończył" Caracale. Przedstawiciele rządu i politycy PiS zapewniali, że Berczyński nie miał nic wspólnego z negocjacjami offsetowymi, które rozpoczęły się we wrześniu 2015 r. i zakończyły bez podpisania umowy w październiku 2016 r.

Berczyński w niedawnym wywiadzie w "Super Expressie" przyznał, że w sprawie przetargu na Caracale miał "do wglądu dokumenty, w których były zapytania ofertowe", jednak "wszystkie one miały najniższą klauzulę tajności" i "nie wymagały przechowywanie w sejfie".

Posłowie PO zapoznawali się później w MON z dokumentami dot. przetargu. Według nich Berczyński miał dostęp do dokumentów związanych z postępowaniem na dostawę śmigłowców dla wojska. Szef sejmowej komisji obrony narodowej Michał Jach (PiS) niedawno po raz kolejny zapewnił, że Berczyński nie miał wpływu na rozmowy ws. zakupu Caracali dla wojska i - jak dodał - rozmowy z Airbus Helicopters prowadziło Ministerstwo Rozwoju.

(mpw)