Z silnym wschodnim wiatrem zmaga się na Atlantyku kajakarz Aleksander Doba. Nie wiadomo, czy samotnej wyprawy przez ocean nie będzie musiał zaczynać jeszcze raz – poinformował jego sztab.
Aleksander Doba w poniedziałek naszego czasu rozpoczął swoją trzecią podróż przez Atlantyk. Ruszył z przylądka Sandy Hook niedaleko Nowego Jorku, w miejscu gdzie rok temu sztorm wyrzucił go na brzeg i uszkodził jego kajak.
Po niełatwym początku, kiedy potrzebował pomocy łodzi motorowej, żeby nie rozbić się na skałach, udało mu się wypłynąć na pełne morze. Niestety nie sprzyjają mu warunki atmosferyczne.
Prognozy tygodniowe nie sprawdziły się. Co prawda OLO płynie na południe, ale utrzymanie tego kursu w tych warunkach jest szalenie męczące - poinformował nawigator wyprawy Jacek Pietraszkiewicz.
Doba chce wpłynąć na Golfsztrom, potężny atlantycki prąd oceaniczny, który pcha masy ciepłej wody w kierunku Europy. To ułatwi podróż kajakarzowi. Pan Aleksander walczy teraz jednak z przeciwnym wiatrem i z czasem. Nadchodzi sztorm. Aby go bezpiecznie przetrwać, kajak OLO musi znajdować się z daleka od brzegu. Inaczej fale mogą roztrzaskać go o brzeg.
W ciągu kilku najbliższych godzin podróżnik ma podjąć decyzję, czy ze sztormem zmierzy się na pełnym morzu, czy też zawróci i poszuka schronienia w porcie. Ekipa kajakarza, będąca z nim w stałym kontakcie przez telefon satelitarny, wyznaczyła mu kurs do przystani. To około 20 mil morskich od miejsca, gdzie obecnie jest kajakarz. Stamtąd 70-letni podróżnik wypłynie, gdy tylko zmieni się pogoda.
Aleksander Doba chce dopłynąć do Europy. Metę planuje we wrześniu w Portugalii. Wcześniej dwukrotnie udało mu się przepłynąć Atlantyk w przeciwnym kierunku. Raz dotarł do Ameryki Południowej, drugi raz do Stanów Zjednoczonych. Za ten wyczyn otrzymał prestiżowy tytuł Podróżnika Roku, przyznawany przez magazyn "National Geographic".
(j.)