Europa się pomyliła, rozpoczynając rozmowy z reżimem Aleksandra Łukaszenki przed wyborami, które okazały się farsą - twierdzi białoruska opozycja. Uładzimir Łapkowicz z Białoruskiego Frontu Narodowego powiedział reporterowi RMF FM, że opozycjoniści mają wiele dowodów możliwych fałszerstw.
Opozycja mówi o masowych nieprawidłowościach. Wymienia m.in. zmuszanie ludzi do przedterminowego głosowania i niedopuszczanie międzynarodowych obserwatorów do liczenia głosów. Ponadto w wielu obwodach wykryto czyste karty do głosowania, podpisane przez wszystkich członków komisji.
Rozmowy Zachodu z reżimem były przedwczesne - ocenia Łapokowicz. Świadczą o tym wyniki wyborów. Oni nie były ani wolne, ani demokratyczne. Do tego obietnice, które wygłaszali białoruscy urzędnicy niektórym unijnym politykom zupełnie się nie potwierdziły - zaznacza.
Zdaniem działacz BFN Łukaszenka wykorzystał pozorowany dialog z Zachodem do poprawy swej pozycji w kraju, a także pogroził Moskwie, że może obrać prozachodni kurs.
Białoruska Centralna Komisja Wyborcza potwierdziła, że żaden kandydat opozycji nie został wybrany deputowanym w niedzielnych wyborach parlamentarnych. Wyniki głosowania mocno rozczarowały Unię Europejską i Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.