W Krakowie odbył się pogrzeb Jacka Zielińskiego, współtwórcy zespołu Skaldowie. Żegnali go artyści i fani zespołu. Muzyk zmarł po długiej chorobie w wieku 77 lat. Przez blisko sześćdziesiąt lat nie schodził ze sceny.

REKLAMA

W poniedziałek o poranku przed Kryptą Zasłużonych w kościele na Skałce wystawiona była urna z prochami. Msza żałobna rozpoczęła się o g. 11.00, a o g. 14.00 muzyk spoczął na cmentarzu Rakowickim.

Jacek Zieliński przez całe swoje życie był związany ze stolicą Małopolski. Ukończył liceum muzyczne w klasie skrzypiec, a potem studiował w Wyższej Szkole Muzycznej w klasie altówki. Występował zarówno jako wokalista, trębacz, skrzypek, jak i aranżer. W 1965 roku razem z Zygmuntem Kaczmarskim, Januszem Kaczmarskim, Feliksem Naglickim, Jerzym Fasińskim i swoim bratem Andrzejem Zielińskim założył grupę Skaldowie. Współpracował także z Piwnicą pod Baranami.

Artystę żegnają przyjaciele i tłumy fanów

Na uroczystości pogrzebowe przybył prezydent RP z z małżonką. Zielińskiego pożegnali też przyjaciele, m. in. muzycy Mieczysław Jurecki i Tomasz Zaliszewski z Budki Suflera.

Prezydent RP odznaczył pośmiertnie Jacka Zielińskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Wyróżnienie z rąk Andrzeja Dudy odebrał syn muzyka Bogumił Zieliński.

To wysokie odznaczenie przyznałem panu Jackowi Zielińskiemu za niezwykłą wartość artystyczną i państwową tego, co tworzył, ale także tego, jak żył jako muzyk, jako członek polskiego środowiska artystycznego, jako jedna z najważniejszych jego postaci w świecie muzyki nowoczesnej - powiedział prezydent Andrzej Duda.

Muzyka pożegnał też prezydent Krakowa, Aleksander Miszalski. Choć wiemy, że Kraków już nigdy nie będzie brzmieć tak samo, to nie domykamy drzwi, napisał.

"Dla mnie był idolem. Byłam na koncercie w studiu Witolda Lutosławskiego w Warszawie. I zachowałam go w pamięci jako bardzo energicznego. Piękny był", "To wielki artysta z pokolenia artystów, które trzeba upamiętniać i trzeba słuchać" - usłyszał od uczestników uroczystości reporter RMF FM Maciej Pałahicki.

Był artystą, kumplem, przyjacielem, muzykiem, twórcą. Myślę, że kończy się przede wszystkim pewna epoka. Na pewno w muzyce, w harmonii, w melodyce - mówił Mieczysław Jurecki z Budki Suflera. 15 czerwca mieliśmy razem zagrać z Andrzejem i z Jackiem koncert z okazji 50-lecia powstania Budki Suflera. No i z Jackiem już nie zagramy, niestety. Nie wyobrażałem sobie, że nie przyjedziemy na pogrzeb, więc jesteśmy - dodał Tomasz Zeliszewski z Budki Suflera.

Opis / Łukasz Gągulski / PAP
Opis / Łukasz Gągulski / PAP
Opis / Łukasz Gągulski / PAP
Opis / Łukasz Gągulski / PAP
Opis / Łukasz Gągulski / PAP
Opis / Łukasz Gągulski / PAP
Opis / Łukasz Gągulski / PAP
Opis / Łukasz Gągulski / PAP
Opis / Łukasz Gągulski / PAP
Opis / Łukasz Gągulski / PAP

O bardzo trudnych rzeczach potraficie śpiewać w sposób prosty. To wielkość Skaldów, że o wielkich rzeczach w sposób bardzo prosty potraficie mówić - mówił kard. Grzegorz Ryś, który wygłosił homilię, zwracając się do biorących udział w mszy artystów. Zdaniem kardynała Skaldowie, odkąd istnieją, czyli blisko 60 lat, potrafią poprzez swoją twórczość rozmawiać z ludźmi, dlatego, że sami potrafią ich słuchać.

We wspomnieniach syna artysty, Bogumiła, ojciec pozostał człowiekiem bardzo skromnym, nie zabiegającym o zaszczyty, bardzo ufnym i otwartym. Był czasem dużym chłopcem, czasem nader naiwnym, ale chyba przez to miał w sobie bardzo dużo radości i miłości i do całego świata, nigdy nie narzekał - powiedział syn i dodał: Dwie rzeczy, które powodowały, że tato zawsze miał uśmiech w duszy, to słońce i wnuki. Ukochał – żonę Halinkę i muzykę.

Podczas mszy św. Andrzej Zieliński wraz z piosenkarką Gabą Kulką zaśpiewali "W żółtych płomieniach liści". W bazylice na Skałce zabrzmiał także utwór "Dwadzieścia minut po północy".

Wzruszająca uroczystość i historyczna, bo tu na Skałkę na początku lat 60. przychodziliśmy z ojcem, który uczył paulinów wołać skrzypce, prowadził chór, a ja miałem pierwszy kontakt z organami kościelnymi. Poza tym graliśmy w ping ponga na korytarzach tego klasztoru. No i występowaliśmy na akademiach ku czci św. Cecylii - patronki muzyki - mówił Andrzej Zieliński.

Pytany o przyszłość Skaldów Andrzej Zieliński powiedział: Jesteśmy zmuszeni przez naszych fanów śpiewać dalej. Na pewno mi zabraknie jego głosu, bo patetentem Skaldów to było nasze współbrzmienie. Jego głos i mój stopione razem. To była ta trzecia barwa, która była niepowtarzalna.

Urna z prochami Jacka Zielińskiego została złożona w grobie, w nowej Alei Zasłużonych na cmentarzu Rakowickim od strony ul. Prandoty. Uczestnicy pogrzebu usłyszeli "Nie domykajmy drzwi" i pożegnali artystę oklaskami.

Wieczorem przed Nowohuckim Centrum Kultury odbędzie się koncert, na którym wystąpią Skaldowie z przyjaciółmi.