Argentyna będzie rywalem naszych tenisistów w pierwszej rundzie przyszłorocznych rozgrywek o Puchar Davisa. Dla biało-czerwonych ten pojedynek będzie debiutem w grupie światowej. Mecz zostanie rozegrany w Polsce w dniach 4-6 marca.
Polacy już w poprzednim sezonie dobijali się do grupy światowej, ale w decydującym spotkaniu w Warszawie ulegliśmy Australijczykom. W tym roku w Gdyni udało się pokonać Słowaków i po raz pierwszy awansować do tenisowej elity skupiającej 16 najlepszych reprezentacji.
Teraz w losowaniu grupy światowej nie byliśmy rozstawieni no i trafiliśmy na bardzo mocnych Argentyńczyków. Ta drużyna co prawda nigdy nie wygrała rozgrywek, ale w ostatnich latach trzy razy docierała do wielkiego finału. Tak było w latach 2011, 2008 i 2006. To właśnie wtedy Argentyna była najbliżej triumfu. Przegrała wtedy z Rosją 2:3. W tym roku nasi rywale doszli do półfinału Pucharu Davisa, w którym dość nieoczekiwanie przegrali 2:3 z Belgią. Wcześniej Argentyna wyeliminowała Brazylię (3:2) i Serbię (4:1). To był zresztą 10 półfinał Argentyny w ciągu 14 lat. To jedynie podkreśla, że zagramy w marcu z bardzo mocnym przeciwnikiem.
W Argentynie nie ma może teraz tenisowych gwiazd światowego formatu, ale kapitan reprezentacji Daniel Orsanic ma w kim wybierać. W tym roku skład reprezentacji był stały. W singlu grali Leonardo Mayer (obecnie 36. w rankingu ATP), Federico Delbonis (64.) i Diego Schwartzman (80.). Raz wsparł ich Carlos Berlocq (138.), ale w tym sezonie grał głównie w meczach deblowych.
Możliwości selekcji są zresztą o wiele większe. 44. w rankingu jest obecnie Juan Monaco. W pierwszej setce znaleźć możemy jeszcze Guido Pellę. Porównanie potencjału obu reprezentacji w singlu wypada więc zdecydowanie na korzyść rywali. Lepsi jesteśmy w deblu. W światowym rankingu Marcin Matkowski jest teraz 13., a Łukasz Kubot 34. Najlepszy z Argentyńczyków - Mayer zajmuje dopiero 68. pozycję.
W tym roku czeka nas jeszcze ostatni, najważniejszy mecz Pucharu Davisa. W finale w Gandawie pod koniec listopada spotkają się Belgowie i Brytyjczycy. Organizatorzy poinformowali już, że trzydniowa rywalizacja odbędzie się na nawierzchni ziemnej. To oczywisty wybór, który ma utrudnić zadanie Szkotowi Andy’emu Murray’owi. Na mączce Murray akurat nie gra zachwycająco.
Belgia w finale zagra dopiero po raz drugi w historii. Poprzedniego finału z ich udziałem nikt już jednak nie pamięta. Było to bowiem w 1904 roku czyli 101 lat temu. Wtedy Belgia przegrała... z Wielką Brytanią. Dla Wyspiarzy to będzie 18 finał i szansa na 10 triumf w rozgrywkach. Na zwycięstwo w Pucharze Davisa Wielka Brytania czeka od 1936 roku. Po raz ostatni w finale wystąpiła 37 lat temu.
Polska - Argentyna
Wielka Brytania - Japonia
Serbia - Kazachstan
Szwajcaria - Włochy
Kanada - Francja
Niemcy - Czechy
USA - Australia
Chorwacja - Belgia
(mn)